Menu

Okiem sędziego

Głos przedstawiciela III władzy, sędziego praktyka z kilkunastoletnim doświadczeniem

Nie ma mojej zgody

judge2017

Dziś o mniej radosnej stronie pracy sędziego. Każdy z moich kolegów zrozumie ten ból. Nikt nie lubi, gdy kwestionuje się jego pracę, niesprawiedliwie ocenia to w co włożyło się wiele wysiłku i starania. Ale niesłusznie czy to uchylony czy zmieniony wyrok to  w sumie rzecz nieunikniona w moim zawodzie. Tak bywa. Ale gdy sąd II instancji (mający ustawowy monopol na rację) ingeruje w treść wyroku w taki sposób, że wypacza jego sens, to ja się z tym pogodzić nie mogę. Nie chodzi tylko o frustrację, że podważono sens mojej pracy, ale o to, że taki wyrok po niemających  uzasadnienia zmianach, nie jest wyrokiem sprawiedliwym.  

Gdy sąd odwoławczy zmniejsza karę o ponad połowę przy nagromadzeniu okoliczności obciążających, przy utrzymaniu w mocy skazania za wiele przestępstw, wobec oskarżonego karanego już kilkukrotnie i działającego w warunkach kwalifikowanej recydywy, to ja jako obywatel nie zgadzam się na takie sądzenie. I nie podejmuję się wytłumaczyć laikom o co w tym chodzi i jaką sprawiedliwość sąd II instancji miał na myśli. 

Wiem, że z systemem się nie wygra... ale to boli. Bo to nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. 

Ale mimo wszystkich negatywnych emocji, jedno jest w mojej pracy wspaniałe: mogą zmienić, mogą wypaczyć sens mojego wyroku, ale nikt, żadna osoba i żadna instancja nie może mi powiedzieć jak mam sądzić i jakie kary wymierzać. I będę robił to dalej w zgodzie ze swoim sumieniem, kierując się najlepiej rozumianym poczuciem sprawiedliwości. 

Bo tak naprawdę nie ma pytania czy karać surowo czy łagodne. Kiedy trzeba łagodnie, to łagodnie, a gdy mamy do czynienia ze zdemoralizowanym, odpornym na resocjalizację, karanym sprawcą, to surowo. Czasem nawet bardzo. 

© Okiem sędziego
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci