Menu

Okiem sędziego

Głos przedstawiciela III władzy, sędziego praktyka z kilkunastoletnim doświadczeniem

Wady papierowego sądzenia

judge2017

Od razu zastrzegam prawie nigdy nie sądziłem w II instancji (jedna sesja zakończona wyrokami w całej karierze), więc moje poglądy wynikają z doświadczeń sędziego z pierwszej linii.

Nie będę oryginalny jak powiem, że czym innym jest sądzenie ludzi, a czym innym papierów. Nie lekceważę sensu i znaczenia kontroli apelacyjnej ale praktyka poszła w złym kierunku. O ile wnikliwe wejrzenie w wyrok I instancji pod kątem prawidłowości zastosowania prawa materialnego i kontroli prawidłowości rozumowania sądu jest czymś jak najbardziej potrzebnym, o tyle ingerencja w rozstrzygnięcie o karze winna być powściągliwa, nawet bardzo. Taka jest zresztą wola ustawodawcy: Orzeczenie o karze ma być zmienione gdy jest rażąco niewspółmierne (niesprawiedliwe), a nie gdy sądowi II instancji nie podoba się, bo ma inną wizję rozliczenia oskarżonego.

To ja jako sędzia w pierwszej instancji widzę oskarżonego przez cały, często długi proces. Mam warunki do oceny jego postawy, w tym do oceny czy deklarowany żal i skrucha są prawdziwe czy jedynie na pokaz. To ja mam kontakt na sali z pokrzywdzonym, a stopień pokrzywdzenia ma istotne znaczenie dla wymiaru kary. To ja przesłuchuję pozostałych świadków. To nie to samo, co krótki kontakt z oskarżonym na rozprawie odwoławczej, gdy ładnie ubrany i poinstruowany przez obrońcę oskarżony przyjdzie i powie, że bardzo żałuje.

Ciekawym, wartym namysłu pomysłem jest np rotacyjność orzekania w sądzie II instancji (sędzia orzeka tam np 5 lat po czym wraca do I instancji, przy czym o ile w sądzie okręgowym jest to łatwe do wdrożenia, o tyle w sądzie apelacyjnym wymagało by daleko idących zmian). Chętnie bym podpatrzył jak sędzia apelacyjny, orzekający w II instancji od 15 lat radzi sobie z wielką trudną sprawą w I instancji. Może umie coś, czego warto by się nauczyć ?

Innym pomysłem jest spłaszczenie struktury sądów. Przecież konstytucyjnie gwarantowana dwuinstancyjność może być realizowana także w ramach jednego sądu.

Zastrzegam, że nie wpadłem sam na te pomysły, ale nie ukrywam że podobają mi się one jako wstęp do dyskusji. Bo stan obecny, że mamy sędziów od pracy na linii i mamy zawodowych kontrolerów ich pracy, orzekających w II instancji od 20 lat nie działa dobrze.

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Przemek Jadłowski] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Abstrahując od tak daleko idących zmian, jak spłaszczanie struktury lub awans do SA na czas określony, jedna sesja pierwszoinstancyjna w miesiącu dla każdego sędziego wydziału odwoławczego SO krzywdy by zapewne nikomu nie zrobiła.

  • Gość: [młodykarnisa] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    No właśnie. Może zamiast orzekania rotacyjnie po 5 lat w I i II instancji orzekać równolegle w obu? I może nie II instancja i bonusowo coś tam w pierwszej, ale tak po prostu pół na pół. Tylko przydało by się aby były to sprawy tego samego kalibru.

  • judge2017

    Ciekawe pomysły koledzy podsuwają. Co do istoty problemu jesteśmy zgodni: nie można siedzieć dekady tylko w II instancji. Spojrzenie na cudze sprawy od czasu do czasu z kolei może poszerzyć horyzonty. Tyle, że nie powinno być tak, a znam takie przypadki, że ktoś na delegacji do sądu II instancji rozpoznaje apelację od wyroku kolegi z pokoju.

  • Gość: [Szwejk] 185.55.65.*

    Mnie rozpoznawanie apelacji od wyroku kolegi z pokoju w niczym nie przeszkadza. Jest to sprawa jak każda inna. A jeśli koledze nie pasowałoby rozstrzygnoecie to znaczy że nie nadaje się na sędziego. To jest takie myślenie jak stron o odwołaniu do innego składu tego samego sądu. Ja nie mam żadnych skrupułów żeby uchylić zmienić i żadnych żalów jak mi uchylą zmienią. Odnośnie pomysłu to jestem za i dodałbym jeszcze ze to samo powinno dotyczyć orzekania w wydziałach wykonawczych i penitencjarnych

  • Gość: [judge2017] *.dynamic.chello.pl

    Godna podziwu postawa u kolegi i prawdziwa niezależność. Ale patrząc na problem systemowo, to nie wszyscy mają taki poziom asertywności i jednak tak na zewnątrz nie wygląda to dobrze - może rodzić spekulacje u stron i publiczności. Jesteśmy ludźmi i nawet podświadomie możemy niekiedy co najmniej nie zrobić źle komuś kogo lubimy.
    Odwołam się do własnego doświadczenia: Gdy sporządzałem jakiś czas temu oceny kandydatów do okręgu, to w większości przypadków miałem ten komfort, że osoby w ogóle nie znałem, nawet nie kojarzyłem, a nabierałem uznania w trakcie lektury akt.

  • Gość: [młodykarnista] *.229.150.50.atman.pl

    Co do rozpoznawania środków zaskarżenia od orzeczeń "kolegów z pokoju" to nie powinno być to merytorycznym problemem dla nas, ale faktycznie może być źle odbierane społecznie. Po drugie my często rozmawiamy o sprawach, zwłaszcza tych co bardziej kontrowersyjnych czy trudniejszych, więc często mamy jakąś koncepcję jeszcze zanim kolega/koleżanka wyda orzeczenie.
    I nie z własnego doświadczenia, ale kolegów i koleżanek którzy z naszego SR poszli do wydziałów odwoławczych w SO - tak czują dyskomfort orzekając w sprawach osób z naszego wydziału, w szczególności gdy o sprawie rozmawiali z referentem (nawet nie tyle o orzeczeniu ale np. o problemach proceduralnych).

© Okiem sędziego
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci