Menu

Okiem sędziego

Głos przedstawiciela III władzy, sędziego praktyka z kilkunastoletnim doświadczeniem

Zwierzyna łowna

judge2017

Bycie na celowniku polityków i mediów może być ekscytujące jedynie przez chwilę. Od ponad półtora roku sędziowie są przedmiotem zorganizowanego, przemyślanego ataku. Z jednostkowych przypadków nagannych zachowań czyni się rzekomo normę naszego postępowania. Maluje się obraz środowiska do cna zdemoralizowanego, o komunistycznym pochodzeniu i takiż sympatiach, aroganckiego wobec mitycznych, a obecnie tak modnych zwykłych ludzi. 

I jak się można czuć, jeśli przez lata sędziowskiej kariery pracowało się z zaangażowaniem, ze świadomością ciążącej odpowiedzialności, do urzędu doszło się w sposób normalny, w rodzinie nie miało się prawników, a maturę robiło już w wolnej Polsce ? Ano podle i to bardzo. 

Całkiem niedawno prof. Andrzej Rychard tłumaczył w rozmowie telewizyjnej, że dokładne i pogłębione badania wskazują, że w ostatnich latach jedynie 24% Polaków miało kontakt z wymiarem sprawiedliwości. Nie wszyscy z tej puli byli niezadowoleni. Skąd zatem tak wielka liczba niezadowolonych z sądów. Bo przecież tyle się o tym mówi, a skoro media i politycy mówią, to pewnie tak jest. 

Tak więc, cytując klasyk filmowy: inżynier Mamoń musi zostać skazany...

Cóż pozostaje ? Robić swoje i nie uginać się. Sędziowie nie wynajmują doradców d/s wizerunku i nie prowadzą przemyślanych kampanii medialnych. Bo to nie ich rola. 

P.S. Jednostronny, zmasowany i głęboko niesprawiedliwy atak uniemożliwia rzeczową rozmowę o rzeczywistych problemach sądów i sędziów, a także o negatywnych zjawiskach, które jak w każdej organizacji złożonej z ludzi mają miejsce. 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [MaK] *.consumer-pool.prcdn.net

    Panie Sędzio, czytam Pana wpisy miesiące wstecz. Właśnie natknąłem się na ten i postanowiłem na chwilę przy nim zatrzymać. Pozwolę sobie na komentarz z punktu widzenia osoby, która z warszawskimi sądami i sędziami ma na przestrzeni ostatnich kilku lat sporo do czynienia. Bynajmniej nie w charakterze oskarżonego, a m.in poszkodowanego i oskarżyciela subsydiarnego. Z jednej strony zgadzam się z Panem, że nagonka na środowisko sędziowskie, jako całość, jest nieuzasadniona i żałosna. Z drugiej jednak strony pewne patologie tego środowiska są oczywiste i nie ma na nie skutecznych rozwiązań.

    Jedna ze spraw, w które jestem zaangażowany, toczy się w wydziale cywilnym sądu znajdującego się w okolicach Stadionu Narodowego. Prowadząca ją Sędzia (celowo piszę z dużej litery), to w moich oczach przykład kompetencji i rzetelności. Mam pełne przeświadczenie, że stara się sądzić rzetelnie i obiektywnie. Jej wyrok z pewnością będzie przemyślany, a jeśli okaże się nie po mojej myśli, to raczej nie będzie łatwo go zaskarżyć. Druga sprawa toczy się w wydziale karnym sądu rejonowego, rzut beretem od al. "Solidarności" 127. Tu z kolei mamy sytuację odwrotną. Dwie panie sędzie, koleżanki z jednego wydziału, wykazały się tej samej sprawie całkowitą niekompetencją i nierzetelnością. W przypadku pierwszej wystarczyło przeczytać akta, aby samodzielnie ocenić, że biegły przedstawił nieprawdziwy przebieg wypadku drogowego. Pani sędzia wybrała jednak ścieżkę minimum energii. Wydała postanowienie o umorzeniu uzasadniając, że przecież biegły i prokurator już wyjaśnili sprawę. Koniec! Na szczęście w Sądzie Okręgowym znalazł się myślący i rzetelny skład, który sprawnie uchylił to postanowienie. Następnie tę samą sprawę dostała jej koleżanka, ale z poleceniem przeprowadzenia rozprawy głównej. W jej toku Pani sędzia powołała tego samego biegłego, którego opinia stanowiła wcześniej podstawę próby umorzenia postępowania - zarówno przez prokuraturę, jak i sąd rejonowy. Wielokrotnie próby wykazania jej, że opinia biegłego rozmija się zarówno z materiałem dowodowym, jak i podstawami fizyki, spełzły na niczym. O ile jeszcze w zakresie podstaw fizyki mógłbym zrozumieć, że sędzia nie ma wiedzy/kwalifikacji, to w zakresie niezgodności z faktami (m.in. zdjęcia policji, szkic sytuacyjny) już nie. Tutaj wystarczy tylko umieć (albo raczej chcieć) czytać, aby określić stan faktyczny. Co ja mogę myśleć o takich sędziach? Czy niezawisłość w orzekaniu rozciąga się na przeoczanie faktów?

    Tak więc z punktu obywatela, który ma jakiś tam (pewnie dużo większy niż statystyczny Kowalski) kontakt z sądami uważam, że problem jest poważny. 2 na 3 sędziów (66,6%), z którymi miałem do czynienia, wykazało się w mojej ocenie nierzetelnością, brakiem kompetencji i woli wyjaśnienia stanu faktycznego. Przyłączam się więc do twierdzeń, że jest problem, który należy jakoś rozwiązać, jakkolwiek nie zgadzam się z nagonką i szykanami wobec całego środowiska.

© Okiem sędziego
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci