Menu

Okiem sędziego

Głos przedstawiciela III władzy, sędziego praktyka z kilkunastoletnim doświadczeniem

O delegatach bez ironii

judge2017

Czytelnicy bloga dobrze wiedzą, że jestem zdeklarowanym, można powiedzieć radykalnym przeciwnikiem pracy sędziów w ministerstwie sprawiedliwości. Głoszę te poglądy na blogu i pod nazwiskiem w swoim miejscu pracy. Dziś chcę napisać nieco szerzej dlaczego tak myślę, bez ironii i złośliwości. 

Zawód sędziego daje szczególną, jak żaden inny samodzielność. Decyzyjną i merytoryczną. Poczucie sprawczości i niezależności. Nie, nie odleciałem, ale myślę, że tak odbiera naszą pracę wielu z nas. W odbiorze ludzi sędzia kojarzy się z tym, który rozstrzyga, osądza, sprawuje władzę w szczególny sposób, bo to sędzia (sąd) orzeka co kto jest lub nie jest komu winny  i czy w ogóle jest winny i jaka kara winna go spotkać. To bardzo odpowiedzialne. Dla wielu z nas, właśnie samodzielność decyzyjna (nie mylić z dowolnością) jest czymś, co tak bardzo odróżnia nasz zawód od prokuratora (który zawsze i wszędzie nie jest do końca samodzielny, bo jest częścią hierarchicznego aparatu) czy też adwokata/radcy (który jest zależny od swego klienta, który mu płaci). Ja zawsze sobie powtarzam: służe Państwu, nie ministrowi. 

Wreszcie nasz zawód to wykładnia prawa, czasem skomplikowana. Niekiedy konieczność znalezienia racjonalnej interpretacji niespójnych przepisów. 

Czemu o tym piszę?  Bo jak stanowi Statut Ministerstwa Sprawiedliwości, zapewnia ono OBSŁUGĘ ministra sprawiedliwości. Od obsługi są urzędnicy. Nie ma nic złego w takiej pracy. Też wymaga wysokich kwalifikacji. Ale to nie jest zajęcie dla sędziego. Mam to szczęście, że pracuję z bardzo kompetentną asystentką, która jest nie tylko wsparciem w mojej pracy, ale też partnerem do merytorycznych dyskusji. Ale bywa i tak, że gdy asystentka ma wizję jakiegoś rozstrzygnięcia, ja mówię: nie, przygotowujemy projekt w drugą stronę, nie utrzymujemy w mocy postanowienia prokuratora, ale uchylamy (lub odwrotnie). Bo ta ja biorę odpowiedzialność za orzeczenie, ja je podpisuję i ogłaszam. I to moja ocena jest (musi) być wiążąca. I rolą asystenta jest wówczas, czasem wbrew swemu zapatrywaniu, napisać dobry projekt według wskazań sędziego. Bo asystent pomaga, ale nie orzeka. 

I dlatego uważam, że sędzia nie może być urzędnikiem. Bo choć pewnie w różnych pracach w ministerstwie sędziowie tam zatrudnieni dyskutują w ramach wydziału, departamentu, uzgadniają między departamentami projekty nad którymi pracują, to zawsze jest ten czynnik sprawczy, polityczny: nie może tak być, bo minister się nie zgadza. Albo musi być tak, bo taka jest wola ministra lub rady ministrów. I kropka. Rolą urzędników jest praca dla ministra wedle jego wskazań, a nie spieranie się z nim. Sędziego oducza to samodzielności decyzyjnej. Wymusza wsłuchiwanie się w życzenia ministra, ba wręcz ich odgadywanie, dostosowywanie się do pewnego klimatu intelektualnego, politycznego w ministerstwie, do uznawania za swoje dominujących trendów. Przecież każdy minister (nie tylko obecny) ma swoją misję naprawy sądów, misję z gruntu polityczną. 

I wreszcie spójrzmy jak to wygląda w odbiorze społecznym. Ktoś przez kilka lat jest de facto urzędnikiem w pełni zależnym od ministra i nagle kończy pracę w ministerstwie i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki staje się niezawisłym sędzią, przedstawicielem władzy odrębnej i niezależnej od innych ? 

A przecież są i takie osoby, w środowisku naszym znane, które pracując przez długie lata w ministerstwie odwykły tak naprawdę od pracy orzeczniczej. Są i tacy, co panicznie boją się powrotu na linię, do pracy w referacie i na sali. Nie każdy prawnik z kwalifikacjami musi być sędzią. Nie wiem dlaczego ktoś powinien być nazywany sędzią, skoro tak naprawdę sędzią nie jest. Bo nie sprawuje wymiaru sprawiedliwości. A praca w administracji rządowej, dla ministra nie jest zajęciem dla sędziego. Immunitet, tak często opaczne rozumiany przez wiele osób, jest przyznany sędziemu po to, by sprawując wymiar sprawiedliwości był wolny od ryzyka szykan, od pochopnych oskarżeń. Urzędnikom nie jest potrzebny.  Praca nad takimi projektami jakie przygotowywało ministerstwo sprawiedliwości nie przystoi sędziemu. 

Dziś praca w ministerstwie dla ministra takiego jaki jest, to zgoda na wizję wymiaru sprawiedliwości podporządkowanego politycznie aktualnej władzy wykonawczej. To zgoda na ataki ministra, gdy sąd wyda orzeczenie niezgodne z jego oczekiwaniami. To zgoda na rządową kampanię oszczerstw pod adresem sędziów i sądów. To zgoda na słowa premiera, który w amerykańskim medium pisze, że jesteśmy skorumpowani. To także zgoda na zły i szkodliwy sposób wykorzystywania uprawnień ministra do powoływania i odwoływania prezesów sądów. To zgoda na odwoływanie pod byle pretektstem albo bez pretekstu osób kompetennych i cieszących się autorytetetem w swoim sądzie. Zgoda na powoływanie osób przypadkowych, wedle dziwnych kryteriów, osób często bez kompetencji i doświadczenia do zarządzania sądem. To równiez zgoda na uchwalenie prawa sprzecznego z Konstytucją: na dewastację SN, przerwanie kadencji jego prezesa i na upolitycznienie wyborów sędziów do KRS. Zgoda na realizująca się na naszych oczach wizję obsadzenia KRS sędziami mającymi poparcie większości rządowej i na wybranie do SN sędziów według kryteriów pozamerytocznych. 

Więc to nie tak, że komuś zazdroszczę apanaży. Ja się fundamentalnie nie godzę z taką wizją sądów. Szkoda, że wielu sędziom to nie przeszkadza. 

 

 

 

 

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • Gość: [młodykarnista] *.229.150.50.atman.pl

    Co by nie mówić o jednej znanej sędzi w czasie gdy myła Ministrem zrzekła się urzędu (tak wiem że musiała) i po zakończeniu pracy w Ministerstwie powróciła do Sądu. I moim zdaniem jeśli ktoś chce pracować w MSie (tym czy innym), robić tam dobrze swoją pracę, wykorzystać także doświadczenie sędziego, powinien zrzec się urzędu i iść do Ministerstwa. Niech potem ma możliwość powrotu . Nie mówię że nie, ale powrotu do stanu sędziowskiego (w trybie art. 98 ust. 3 usp, choć termin bym skrócił maksymalnie do 5 lat), a nie tylko powrotu do orzekania.
    Jak Pan gospodarz bloga zapewne wie, praca sędziów w MS ma jeszcze taki uroczy skutek że delegaci ministerialni przychodzą na zgromadzenia sędziów okręgu, czasem z prawem głosu (!!!), i nie tylko biorą udział w dyskusji "wewnętrznej" sędziów, ale też składają wnioski o podjęcie uchwał których treść żywcem przypomina komunikat Wydziału Komunikacji Społecznej Ministerstwa Sprawiedliwości.

  • judge2017

    Wiem, wiem, nawet ostatnio miałem osobliwą przyjemność dość gorąco dyskutować z takim sędzią delegatem i chyba wiem o jakich uchwałach Kolega mówi. (ups, właśnie chyba się zdekonspirowałem wobec wytrwałego recenzenta mojej twórczości)
    Zrzeczenie się urzędu, to rezygnacja z uposażenia sędziego. Wtedy taki wybór, pójście do ministerstwa byłby wyborem ideowym, oderwanym od materialnego czynnika.
    A poza wszystkim, jest jeszcze pytanie, czy były (i przyszły sędzia) powinien akceptować (pracując w ministerstwie) to co robi obecny minister.

  • Gość: [młodykarnista] *.229.150.50.atman.pl

    No ale już wiemy po co sędziowie w MSie. Żeby byli prezesi w odwodzie: www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/301109904-Decyzje-kadrowe-ministra-Ziobry-dziela-sedziow.html

  • Gość: [obywatel] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    W pełni trafne uwagi. Tych zdaje się, że około 160 sędziów w MS teraz tylko czeka na nowy KRS (wyłoniony przez nich samych) aby potem awansować do SO, SA i SN ... i dalej siedzieć w MS na delegacjach, chyba, że zaoferują jakąś prezesurę. Ale z niej ... mogą wnet odwołać. A delegacja - rzecz (prawie) pewna i stabilna :)
    Założę się, że będzie wystarczająca liczba zgłoszeń do KRS ... z samych sędziów delegowanych. Ustawa nie zabrania im zgłaszania sędziów i kandydowania, wiadomo po co :(

  • judge2017

    Nie mam wątpliwości, że chętnych do nowych izb SN i do KRS nie zabraknie. Środowisko sędziów jest podzielone. Pojawią się problemy prawne i moralne, na które nie będzie dobrych i prostych odpowiedzi. Ktoś z sądu powiedział mi niedawno tak: A co zrobisz, jak wylosują ci do składu (np. w sprawie o zabójstwo) sędziego awansowanego do SO na wniosek KRS wybranej (wedle mojego i wielu innych poglądu) na podstawie ustawy gwałcącej Konstytucję. Gdzie kończy się pryncypialność i obrona zasad, a gdzie człowiek zacznie ocierać się o...śmieszność, przesadę, sam nie wiem i nie mam rozwiązania.

  • Gość: [228, 271] 185.178.96.*

    I rolą asystenta jest wówczas, czasem wbrew swemu zapatrywaniu, napisać dobry projekt według wskazań sędziego.

    Ten asystent pewnie kiedyś zostanie sędzią...
    To od konkretnego człowieka, od jego natury, charakteru zależy czy dalej będzie pisał według cudzych wskazań, czy już własnych.

  • judge2017

    Tylko w części można zgodzić się z takim poglądem. Bywają osoby, które nawet w skrajnych okolicznościach zachowają niezależność. Ale ludzie w każdej grupie są różni. I nie powinno być rozwiązań prawnych mogących służyć utrwalaniu złych nawyków. Asystent uczy się od sędzie sposobu analizy sprawy, wykładni prawa, dochodzenia do rozstrzygnięcia i sposobu jego uzasadnienia. Nie uczy politycznej giętkości, służalczości względem politycznych oczekiwań ministra. To jednak różnica. I uparcie twierdzę, miejsce urzędnika jest w ministerstwie, miejsce sędziego w sądzie. Nie wolno mylić tych dwóch sfer.
    I jeszcze jedno asystent czasem musi coś przygotować wbrew swoim poglądom, bo jest do pomocy sędziemu, bo nie sprawuję w imieniu Państwa wymiaru sprawiedliwości. I ujmy mu to nie przynosi. Sędzia nigdy i nigdzie nie powinien w sferze publicznej w pracy robić coś wbrew swoim poglądom. A jeśli sędziowie z MS w 100 % zgadzają się z tym co robi i co głosi minister, to na szacunek takie osoby nie zasługują, bo to znaczy, że nie wiedzą, na czym polegają wolne od polityki niezależne sądy z niezawisłymi sędziami.

© Okiem sędziego
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci