Menu

Okiem sędziego

Głos przedstawiciela III władzy, sędziego praktyka z kilkunastoletnim doświadczeniem

Sędziowskie warchoły

judge2017

Najpierw obchodząc obowiązek konsultacji społecznych zgłoszono poselski projekt ustawy o likwidacji SN (używam nazw oddających rzeczywiste znaczenie zjawisk), choć ustawa została napisana w ministerstwie sprawiedliwości (pamiętamy jak zadziwiająco biegłą znajomość poselskiego projektu wykazał podsekretarz Łukasz Piebiak). Potem w 10 dni uchwalono prawo, oddające los sędziów Sądu Najwyższego łasce ministra Ziobro. 

Już wtedy dla sędziów, dla samorządów zawodów prawniczych, przedstawicieli nauki prawa, niezależnych i odważnych prokuratorów i dla wszystkich ludzi dobrej woli i trzeźwego osądu sprawy, było jasne i oczywiste, że skoro sędziowie są nieusuwalni, a kadencja Pierwszej Prezes SN określona jest jasno w Konstytucji, to nie wolno zwykłą ustawą odsyłać ich na przedwczesną przymusową emeryturę. 

Potem w obliczu masowych i powszechnych demonstracji obywateli Prezydent zawetował ustawy o krs i o SN. Następnie Prezydent próbował forsować własne pomysły, by na koniec podpisać, niewiele zmienione od pierwowzoru, ustawy przyjęte przez większość rządzącą. 

W międzyczasie za pieniądze państwowych spółek dziwna fundacja rękoma byłych pracowników kancelarii premiera przeprowadziła kampanię szkalującą sędziów, zaś premier oskarżył sędziów o płacenie łapówek swych przełożonym za przydział lukratywnych spraw. 

Potem sprzeczna z Konstytucją i zdrowym rozsądkiem ustawa oddająca SN i jego sędziów na polityczny łup rządzących pomimo głośnych apeli z kraju i zagranicy weszła w życie, a Prezydent zaczął wysyłać do sędziów Sądu Najwyższego listy, z których dowiadywali się, że już nie są sędziami w stanie czynnym. 

Organ podający się za krajową radę sądownictwa działał pełną parą. Nie zajął ani razu stanowiska w obronie sędziów i sądów. 

Następnie ów organ zlekceważył orzeczenie NSA o zabezpieczeniu, a Prezydent ochoczo wręczył nominacje sędziowskie osobom wskazanym przez neokrs, wyłonionym w nieważnym i nieuczciwie przeprowadzonym konkursie. 

Aż doszło do wydania postanowienia zabezpieczającego przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. 

Sędziowie SN wezwani przez Pierwszą Prezes powrócili do orzekania

Rządzący uchwalili w tempie błyskawicznym ustawę, że jednak będzie tak jak zdecydował Trybunał

Na koniec Prezydent podpisał ustawę o tym, że rządzący i on sam nie mieli racji dewastując SN.

A następnego dnia Głowa Państwa zarzuciła sędziom SN anarchię i łamanie Konstytucji,  i nazwała ich elitą uważającą się za bezkarną. 

W sumie racja, przecież politycy i Pan Prezydent chcieli tak dobrze, a sędziowskim warchołom ciągle w głowach roją się jakieś fantazje, a to o nadrzędności Konstytucji, a to o niezależności sądów czy niezawisłości sędziów. 

Daleko mi do sędziów SN, ale chcę być warchołem. 

 

© Okiem sędziego
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci